Czy Google Pingwin psuje wyniki? 1 komentarz


pingwin zafiltrował mnóstwo wartościowych domenKilka dni temu Lexy napisała na blogu, że aktualizacja Google Pingwin w połączeniu z ręcznymi karami nakładanymi na wartościowe domeny nie poprawi wyników wyszukiwania.
Nie mogę się do końca zgodzić z tak postawioną tezą, mimo trafnych argumentów.
Na wspomnianych aktualizacjach tracą domeny bez względu na jakość i to prawda. Szczególnie problem ten dotyczy sklepów i projektów komercyjnych spoza branży rozrywkowej. Ta ostatnia akurat świetnie sobie radzi w mediach społecznościowych, na blogach i generalnie łatwiej zdobyć linki do kwejka niż sklepu z oświetleniem czy innym drobnym AGD.
Tracą firmy, tracą ich pracownicy, tracą internauci jeśli z TOPów wypadną faktycznie jedyne wartościowe sklepy. Ale tak możemy oceniać zmiany w Google tylko z naszej i krótkiej perspektywy.


mapathon, wzorzec grywalizacjiNiekoniecznie można się zgadzać ze zmianami, ale warto je zrozumieć.
Google od samego początku było niedoścignionym wzorem optymalizacji wszystkiego. Dosłownie. Mapy Google są doskonałym przykładem na to, jak działa Google. Mapy był rozwijane przez jakiś czas, ale nie zawsze i wszędzie wygrywały z konkurencją. A ta również nie stoi w miejscu. Jak najlepiej i najtaniej rozwijać dalej projekt?Zaprosić użytkowników do współtworzenia map. Google robi to w mistrzowski sposób – dysponuje darmową i ogromną siłą roboczą, a sami mapmejkerzy cieszą się ze swojego wkładu w projekt. Wystarczy teraz zatrudnić moderatorów. Wyobraźcie sobie, ile kasy zaoszczędziło Google na tym, że ludzie zaczęli nanosić własne poprawki na mapy. A dodajmy, że nikt nie zrobi tego lepiej od lokalnych użytkowników tychże map. Fakt, jest bałagan w mapach i zdarzają się nadużycia. Ale to przejściowe i za dwa, trzy, pięć lat żadna firma nie będzie w stanie stworzyć dokładniejszych map z większą bazą szczegółowych danych. A hipotetyczne koszty?

Tak Google buduje swoje imperium.
A co z wyszukiwarką?
Co rusz ktoś głosi, że Google nie daje rady wykosić spamu zostawiając wartościowe domeny. Przecież to jest do zrobienia, a dokładając do tego armię moderatorów, którzy teraz marnują czas na rozpatrywaniu różnych wniosków, spam można by szybko wycinać w pień.
Ale czy to jest najbardziej optymalne rozwiązanie? Przypominam, że rozpatrujemy teraz problem z perspektywy Google. Nie, nie jest.

river
Można budować oczyszczalnię ścieków i ustawić wartowników wzdłuż rzeki, ale czy nie lepiej sprawić, aby górale przestali sikać do rzeki i jeszcze nawzajem się pilnowali?
Wycinając spam Google marnuje zasoby. To przeważnie zautomatyzowane spamy, więc tak szybko jak znikają, pojawiają się nowe. To są koszty. Koszty, które można przerzucić na użytkowników. I o to tutaj chodzi.
Można walczyć w podziemiu algorytmów ze spamem, ale gdy się trąci docelowy serwis, do procesu włączają się właściwi ludzie. Gdy spam stanie się nieskuteczny – będziemy go produkować inaczej, więcej i więcej, a Google będzie marnować swoje moce przerobowe. Co innego zaś, gdy spam zacznie szkodzić naszym witrynom. Wówczas sami będziemy likwidować jego źródła. Bo cały proces optymalizacji w Google nie polega na “wycinaniu spamu”, tylko na eliminacji jego źródeł.
Niektóre zapytania, szczególnie na naszym rynku i w branżach słabo rozwiniętych, mogą wyrzucać słabe i zaśmiecone wyniki. To przejściowe. Wraz z dojrzewaniem SEO i rozwojem branż w Sieci wyniki mogą się poprawiać.
Trzeba pamiętać o tym, że Google daje tylko narzędzia. Gdyby nie AdWords i chęć Google do zarabiania, wyniki wyszukiwarki odzwierciedlałyby dokładnie to, co do niej wrzucamy. Z uwagi na kasę Google robi wszystko, aby jak najwięcej ludzi z niej korzystało, a do tego potrzeba jak najlepszych wyników i “fajnych” wodotrysków przy okazji.

Lexy pisze: “cierpią duże, popularne serwisy o wysokiej jakości. Są to często sklepy istniejące od wielu lat, czy serwisy ogłoszeniowe (do mnie np. trafiły przypadki kilku serwisów turystycznych). Są to zatem serwisy komercyjne, a skoro utrzymują się na rynki przez lata, muszą cieszyć się dużym zainteresowaniem i tym samym muszą być wysoko oceniane przez ich użytkowników.
Niekoniecznie muszą “być wysoko oceniane przez ich użytkowników”, tylko były przez te lata pchane nienaturalnymi linkami do TOPów, skąd ściągały ruch, konwersję, itd. Ten proces kosztował Google, bo nienaturalny profil linków pożera zasoby na ich przetwarzanie. Aby zmienić tendencję z generowania linków na kuszenie do linkowania, Google trąca serwisy docelowe. Nie wiem czy to dobra strategia, ale na pewno jest to kierunek do optymalizacji kosztów Google.

Na zmianach tracą Internauci.
Może i tracą, ale tego nie zauważają. Bardziej ich irytują zmiany ikonek w GMailu. Porównajcie sobie skargi na forum dla webmasterów oraz na forum GMaila. Na pierwszym piszą właściciele stron, a na drugim przeciętni użytkownicy, którzy przypadkiem znaleźli forum.
Przyznaję Lexy rację, że “jakość linków nie zawsze ma przełożenie na jakość strony”. Ale skoro tyle domen napędzanych jest przez zdegenerowany ekosystem nienaturalnych linków, to działanie wyszukiwarki opartej o linki jest zaburzone.
Kary za backlinki to może nie absurd, to genialna strategia przerzucenia ogromu pracy na webmasterów, w celu uwolnienia własnych (googlowych) zasobów. Google jest firmą, która przy okazji wyrabiania ogromnych zysków robi coś fajnego dla ludzi. Ma zarabiać, ale nie robi tego na krótką metę, nie skupia się na maksymalizowaniu krótkoterminowych zysków. W tym , co robią i jak robią widać, że nie interesują ich miliony dolarów dziś. Chcą miliardów i niezachwianej, wiecznej kontroli nad informacją w Sieci. Jeśli zysk z AdWords zależny jest od ilości zadowolonych użytkowników darmowej wyszukiwarki, to wyszukiwarka jest priorytetem. Tu nie można samotnie walczyć ze spamem, nawet jeśli jest się Google. Tu trzeba włączyć użytkowników do gry, tak jak mapmakerów do tworzenia map.

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Komentarz do “Czy Google Pingwin psuje wyniki?

  • Krzysiek

    Ja przez te ich Mapathony musiałem ręcznie poprawiać pineski firmowe, bo były poprzestawiane o kilka kilometrów, zdarzało się nawet, że na sam środek skrzyżowania… Potem oczywiście trzeba było chyba z tydzień czekać, aż ktoś łaskawie zatwierdzi zmiany.