Sprawdzony i tani sposób na content dla klientów mojej agencji 12 komentarzy


spawacz

Przyznacie, że kupowany content, szczególnie budżetowy, jest wart niewiele więcej niż starodawny precel na 2 tysiące znaków? Nawet droższe teksty za kilkadziesiąt złotych to czysta loteria. Ale co robić, gdy z każdej strony jest takie ciśnienie na produkcję treści i cały ten marketingowy bullshit?
Przedstawiam jeden ze sposobów na tworzenie contentu dla klientów.


Content marketing za gruby hajs?

Obserwuję od miesięcy tę stosunkowo nową narośl na poczciwym marketingu i jako zwykły użytkownik internetu jestem tym mocno zniesmaczony. Mam dość “reklamy natywnej”, tekstów sponsorowanych, “darów losów”, artykułów eksperckich i gościnnych na łamach portali i blogów. Nie będę podawać adresów, żeby nie wywołać gównoburzy (fajne słówko, gdy już zlasowany mózg nie potrafi podpowiedzieć niczego lepszego), ale są już portale w całości złożone z tekstów publikowanych przez whitepress.pl po 800-900 i więcej złotych za sztukę. Tego się nie da czytać.
To zwyczajny szum informacyjny za grubą kasę.
Im wyższe stawki za artykuł, tym większe prawdopodobieństwo, że tekst będzie poprawny językowo, spójny jak szkolna rozprawka, ze zdjęciem, a może nawet odpowie na jakieś popularne pytanie.
Tańsze teksty to po prostu precle. Jak sięgam pamięcią, to w 2008 czy 2009 można było za grosze wyłowić całkiem dobre perełki, jakie dziś idą po 20-30zł. Nie mam problemu z tym, że stawki tak poszły w góre, tylko o to, że to w dalszym ciągu bezwartościowy potok słów, który nic nie wnosi do Internetu.

Treść na własną stronę internetową.

Z tym jest najgorzej. Niejednokrotnie już narzekałem, że robi się stronę miesiącami za kilkadziesiąt tysięcy, a na końcu nie ma co na niej umieścić. O firmie, oferta, galeria (prezesa lub biurowca), kontakt.
Z rzadka powstaje zaczyn FAQa, kilka wpisów na firmowym blogu i po kilku miesiącach nie wiadomo, czy jeszcze firma działa, czy już olała interes.

Jednosoobowe działalności gospodarze w branży usługowej
Tu to w ogóle umarł w butach. Szambonurek, mechanik, krawiec, fryzjer, budowlaniec – jest wiele zawodów, bez których nie da się funkcjonować, ale w Internecie radzą sobie siermiężnie. Przygotowany w bólach tekst na stronę mieści się zawsze na jednej stronie A4 i wygląda tak samo – o firmiezakresusługtelefon. Opcjonalnie zdjęcie.

Jak tworzę treść na stronę budowlańca?
Zostawmy content marketing za gruby hajs dwudziestoletnim marketerom z Mordoru. Tu, na prowincji robi się to inaczej – wcale nie lepiej czy gorzej. Inaczej.
Gdy widzę, że mam do czynienia z fachowcem, który wykonuje swoją robotę z pasją, biorę kamerę lub dyktafon i jadę na spotkanie. Czasem do biura, czasem w terenie, ale przede wszystkim tam, gdzie czuje się komfortowo. Rozmawiamy o firmie, branży, klientach, doświadczeniu, czasem jednym konkretnym zleceniu. Po dwóch godzinach przy kawie/piwie/obiedzie/na drabinie mam więcej informacji, niż byłby mi w stanie przekazać w e-mailu “z treścią na stronę”.
Taki materiał trzeba później przejrzeć, zrobić notatki i zlecić teksty.
Wielu specjalistów potrafi godzinami opowiadać o swojej pracy, ale nigdy tego nie napisze. A tego oczekuje odbiorca w Internecie. Możemy mu to dać.
Wcale nie musi to być treść tekstowa (choć pod SEO teksty są konieczne), a na przykład video. Zobaczcie kanał GipsKartonITD, czy Mario Budowlaniec:

przykładowe filmy na youtube, które mogą sie bronić same


Jest to tylko przykład, jak można się zaprezentować w Internecie. Potencjalny klient poznaje osobowość fachowca, może zobaczyć jego pracę i efekty. Z wizytówki na WordPressie poznamy tylko dane kontaktowe i deklarowany zakres usług, czyli tak naprawdę nic.

Nie zawsze tak się da i nie każdy zleceniodawca ma właściwe kompetencje. Ostatnio na kanale KartonGipsITD odbył się Hangout, czyli czat na żywo z widzami. Super sprawa, wystarczy komputer z dostępem do internetu i trochę czasu.

Do stworzenia dobrego contentu potrzebne są:

  • zaangażowanie
  • kompetencje
  • czas
  • kontakt
  • autentyczność

Wszechobecny content marketing ma obecnie dobry pijar. Ale brak mu rzeczywistej wartości i dostosowania do realiów.

Mikrofirma nie ma kilku tysięcy miesięcznie na reklamę przegadanych treści. Nie ma również potencjału do tworzenia takich ilości treści, aby była ona widoczna. Mikrofirma nie ma czasu – musi zapier*alać, aby utrzymać się na rynku. To co można zrobić, to po prostu pokazać ją w tej pracy i pomóc ją opisać. Jeśli jest dobra, odbiorcy ją docenią.

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

12 komentarzy do “Sprawdzony i tani sposób na content dla klientów mojej agencji

  • zeki

    Szanowny Aurorze wreszcie ktoś napisał coś sensownego w tym zafajdanym necie. Rzygać się chce, gdy szukając informacji trzeba przejrzeć kilkadziesiąt stron żeby w ogóle cokolwiek znaleźć. Topy okupowane są przez tak żałosne wypociny, kopiowane w różnych wariatach, że człowiek zastanawia się po co cały ten Internet skoro jest w nim sam syf. Dziwne, że superalgorytm aktualizowany pierdyliard razy za grube miliony nie jest w stanie odsiać gówna od wartościowej treści. I tak sobie myślę, że przyszłością netu są ręcznie tworzone bazy stron poświęcone konkretnej tematyce.

  • Konrad

    Fajne pomysły. Takie materiały mają jeszcze tę zaletę że można poznać człowieka. Dobrze gdy trafiamy na osobę która swobodnie czuje się przed kamerą – czyli jak napisaleś ma pasję i zna się na tym co robi, jak ten przemiły pan. 2gi film to rozwiązanie jak nie mamy „frontmana”, fajnie się ogląda takie ‚how to’ – i jeśli ktoś chce się dowiedzieć to się dowie. My natomiast zrobiliśmy krótkie filmiki graficzne – też jest jakaś opcja, również niskobudżetowa https://www.youtube.com/watch?v=yT4Bplb6DHI, inne na kanale również trochę z humorem itp. Uczymy się 🙂

  • Kamil

    Dobrze napisane. Przez wyszukiwarkę ludzie myślą tylko, żeby robić content w postaci tekstów na 2000ZZS a można przecież zrobić coś innego i się wyróżnić.

  • Marek Płatek Autor wpisu

    Tak jest, Zgredziu, zaraz Cię nawet „wspomnę” w tym miejscu. Faktem jest, że gdyby nie powszechna kanalizacja, to zapewne weszłaby na rynek jakaś duża sieć szambonurków i zrobiłaby to dobrze, a potem byłby płacz, że zabiera robotę drobnicy.

  • Marek Płatek Autor wpisu

    Tak, nie każdy ma parcie na szkło, nawet jeżeli kamera jest włączona tylko po to, aby nie notować na spotkaniu, to są ludzie, którzy się zamykają. W takim wypadku krótkie animacje czy inne formy video są dobrą alternatywą. Generalnie w krókim artykule chodziło mi o to, że zlecenie bełkotu marketingowego na jakiś temat w oderwaniu od konkretnej firmy czy człowieka tworzy bezwartosciowy szum informacyjny, a nie content marketing 😉

  • Marek Płatek Autor wpisu

    Dzięki. Wydaje mi się, że nie ma powrotu do ręcznej moderacji, algorytmy pozostaną, to automatyzacja procesów jak pralka, samochód czy kalkulator, nawet jeżeli wyniki nie zawsze są dobre. Każdy algorytm w sytuacjach ekstremalnych będzie świrować, szczególnie dobrze widać to na naszym – słabo rozwiniętym – rynku. Wyniki lokalne, które są efektem wyliczeń algorytmów testowanych w USA, w 100-tysiecznym polskim mieście są słabe, łatwe do zaspamowania, często nie na temat.

  • Szymon Słowik

    Bardzo dobrze ujęte. Dodałbym, że na podstawie treści wideo (kręconych nawet smartfonem na statywie) można nie tylko zbudować kanał na YouTube, ale także blog podpięty pod tego wizytówkowego WordPressa. Zamieszczając w obrębie wpisów film i dodając opis (copy może z każdego filmiku wyłowić przecież 2 akapity po 400 znaków i w niszy to nieraz wystarczy) można stworzyć sensowny content – dużo lepszy od kupowanych tekstów tworzonych często „z palca”.

  • Kamil

    Super wpis! Właśnie o takim podejściu w kółko powtarzam. Tyle się mówi i pisze o content marketingu, a ten wpis to jeden z pierwszych i nielicznych głosów prawdy na ten temat. Chętnie polecę go nie raz, nie dwa.

  • Maciek

    Świetny tekst – wręcz boleśnie prawdziwy. Gdyby każdy kierował się podobnym myśleniem, faktycznie nie byłoby problemu z dobrym content marketingiem w internecie, zaś dla najlepszych, rzetelnych copy nie proponowano by stawek przypominających normy z okresu masowego klepania precli… Nie zapowiada się jednak, by ta mentalność miała się zmienić, więc zawsze pozostają 1-osobowe „kombajny multimedialne” w firmach, które starannie zapełniają strony podobną, śmieciową treścią.