Dziś w serwisie Google+ naszym oczom ukazał się wpis Kaspara, który jest kolejną zapowiedzią walki z systemami wymiany linków. Choć popieram próby eliminacji nieczystych technik pozycjonowania, to w tej kwestii mam daleko ostrożne zdanie. W kontekście dzisiejszej zapowiedzi, chciałbym również przytoczyć suchy fakt dotyczący testu skuteczności e-Weblinka.
Mam wrażenie, że każda bardziej oficjalna wypowiedź Kaspara jest przepuszczana przez (nie, nie, nie synonimizer;) ) maszynę do enigmatyzacji przekazu. Domyślam się, że w tym wpisie chodziło o to, że wzięli pod lupę witryny z TOP10/20/50, które zawdzięczają wysokie pozycje linkowaniem z SWLi. Oczywiście nie każdej domenie się dostało („…podjął odpowiednie kroki w tych wypadkach gdzie zaistniała taka potrzeba”), ale żeby za dużo nie powiedzieć…
Wprowadzenie do wyników wyszukiwania elementów społecznościowych z Google Plus będzie w tym roku jedną z najciekawszych zmian w sposobie wyszukiwania treści, produktów oraz usług. Przypominam, że wyszukiwanie społecznościowe dostępne jest na razie w google.com, ale już dziś powinniśmy zadbać o (bez skojarzeń, proszę!) zaplecze i dobrze zapoznać się z nowościami. Co się zmieniło? Przede wszystkim ilość wyświetlanych informacji na jednej stronie z wynikami wyszukiwania. Mamy rekomendacje stron, wypowiedzi, informacje, kto poleca dany wynik, a także profile uznane za eksperckie w danej dziedzinie. Na ile utrzymana zostanie przejrzystość wyników w konwencji minimalizmu Google, czas pokaże. Jest całkiem kolorowo.
Jeszcze wczoraj rano rozmawialiśmy o zmianach w seo w nowym roku, a kilka godzin później pojawił się wpis dotyczący nowej jakości personalizacji wyników wyszukiwania. Teraz wyszukiwanie społecznościowe wzbogaca nasze wyniki w treści publikowane na Google+, opinie i polecenia osób znajdujących się w naszych kręgach, a nawet ich profile i udostępniane materiały. Wydaje mi się, że bardzo dobrze została przemyślana kwestia bezpieczeństwa prywatnych danych. Spersonalizowane wyniki wyszukiwania zawierające dane o ograniczonej widoczności w Google+ są chronione protokołem SSL…
Póki co, opcja dostępna w google.com i można ją już testować. Możemy wybrać, którą wersję Matriksa chcemy – spersonalizowana, czy też publiczna. W spersonalizowanej wpływ na widoczność treści ma nie tylko pozycjonowanie (a raczej „obcy” pozycjonerzy mają tu niewiele do gadania), a aktywność własna oraz znajomych. W miarę uczestniczenia w Google+ budujemy swój prywatny matriks widoczny tylko dla nas. Co to oznacza? Ano mniej więcej tyle, ile wczoraj ustaliliśmy – społeczności zaczynają decydować o tym, co jest warte wysokich pozycji, a co nie. Jeśli nadejdzie szał na Google+, w czym samo Google może bardzo pomóc (vide: darmowy dostęp przez wifi do Google+ w Indiach), ruch generowany przez wyszukiwanie społecznościowe przewyższy tradycyjny organic, o który teraz jeszcze walczymy.
Nasuwa się dość zabawna refleksja w kontekście tego zdania:
„Mimo, że na świecie może być 7 miliardów ludzi, a ziemia ma ponad 197 milionów mil kwadratowych powierzchni, jest tryliardy gwiazd i miliardy stron internetowych, to większość naszego życia spędzamy w konkretnym mieście, z przyjaciółmi i rodziną, orbitujemy wokół jednej gwiazdy i posługujemy się ułamkiem światowych zasobów informacji.”
Google zatacza koło i z globalizacji wszystkiego wraca do lokalnych społeczności i mikromatriksów, w których żyjemy. Oby nie stało się tak, jak wieki temu, że o istnieniu wielu rzeczy za horyzontem nigdy się nie dowiemy, bo Google pokaże nam tylko to, co znamy najlepiej.
Przyznam, że od przeszło dwóch lat nie lubię rozliczać się za pozycje w TOP10. Już nawet nie chodzi o pracę przez długi czas za darmo, bo to można „wrzucić” w wycenę, ale o złożoność problemu, który chcę dziś przybliżyć. Umowa z rozliczeniem za pozycje zakłada następujące warunki: